Moja koleżanka z nieba, Helenka.

Moja przygoda z nią zaczęła się tak: na początku stycznia 2020 r. oglądałam wieczorem telewizję i przypadkowo natrafiłam na reportaż „Helenka”. Prawdopodobnie bezmyślnie przerzuciłabym na inny kanał, ale coś mnie tam zatrzymało... Nie mogłam się oderwać od tego filmu.

Jako wyraz wdzięczności dla śp. Heleny Kmieć, chciałabym się podzielić swoim świadectwem. Zacznę od tego, że jestem z jej rocznika i gdy poznałam ją z mediów (już po jej śmierci), to od razu wydała mi się bardzo bliska i pomyślałam, że to po prostu moja koleżanka.

Moja przygoda z nią zaczęła się tak: na początku stycznia 2020 r. oglądałam wieczorem telewizję i przypadkowo natrafiłam na reportaż „Helenka”. Prawdopodobnie bezmyślnie przerzuciłabym na inny kanał, ale coś mnie tam zatrzymało… Nie mogłam się oderwać od tego filmu. Było to wtedy niezwykłe, gdyż w tamtym czasie nic mnie nie cieszyło, znajdowałam się w opłakanym stanie psychicznym i duchowym z powodu bardzo trudnej sytuacji osobistej, a do tego pracowałam w bezdusznej korporacji. Poczułam jednak, podczas oglądania tego reportażu, od dawna nie doświadczane „ciepło” Boga… I wtedy zdałam sobie sprawę, że właśnie do takiego życia tęskni moja dusza…

Następnego dnia poszłam jak gdyby nigdy nic do pracy i znów dzień jak co dzień ciężki i przygnębiający. I tak przez parę dni. Na kilka dni przed końcem stycznia 2020 wywołałam bardzo nieprzyjemną sytuację w rozmowie z chłopakiem i to pogrążyło mnie w straszliwym przygnębieniu i dołowaniu siebie tak, że dosłownie nie wiedziałam co mam robić i myślałam, że moje życie będzie samą rozpaczą do końca życia. To było straszne. Tej nocy nie mogłam spać, ponieważ dręczyły mnie myśli, że na własne życzenie zniszczyłam sobie życie, nie wiedziałam jak będę dalej żyła w pustce, tak przerażającej jak czarna dziura… W pewnym momencie przyszła do mnie taka myśl: weź się w garść i nie rozpaczaj. Miałam przeświadczenie, że to Helenka Kmieć zesłała mi tę myśl, w jakiś sposób czułam jej inspirację. Myśl ta mówiła: wykonaj w najbliższym czasie dwa zadania – poproś o pomoc (w pewnej palącej sprawie) i idź się wyspowiadaj. Dodam, że u spowiedzi nie byłam w od paru lat, a naprawdę dobrej spowiedzi, nie odbyłam chyba nigdy, na tamten moment. Nie uwierzycie jak szczęśliwa w jednej chwili się stałam, tylko dzięki tej myśli! Natychmiast się uspokoiłam i postanowiłam wykonać te dwa zadania. Spokojnie zasnęłam. Następnego dnia zaczęłam wertować internet pod kątem Heleny Kmieć. Jakież było moje zdumienie, gdy zorientowałam się, że właśnie miniony dzień (24.01.2020) był trzecią rocznicą śmierci Helenki… nie mogłam uwierzyć, że tym razem, już obiektywne okoliczności wskazują na interwencję w moim życiu osoby przebywającej w Niebie. Nie mogłam się nacieszyć tym, że Pan Bóg jednak o mnie nie zapomniał i że przez swoją świętą, jak wierzę, dał mi tak jasny znak do zmiany swojego życia! Panie Boże, dziękuję Ci z całego serca!

Przez najbliższy miesiąc codziennie po pracy chodziłam na adorację Najświętszego Sakramentu, żeby prosić Boga o odwagę na wykonanie pierwszego zadania. W końcu nadszedł ten dzień realizacji zadania… W prawdzie w wielkich bólach, ale poprosiłam o pomoc w trudnej sprawie pewną osobę. Ta osoba przyjęła mnie z wielką otwartością i zapewniła, że mi pomoże. I tak do dzisiaj pomaga mi wychodzić z sytuacji, która coraz bardziej się prostuje. Nadszedł czas na drugie zadanie, spowiedź. W tej intencji także chodziłam na adorację Najświętszego Sakramentu. I tu też Pan Bóg nie zawiódł. W Wielki Czwartek 2020 podeszłam do konfesjonału i moje grzechy zostały mi odpuszczone…

Nie potrafię opisać szczęścia jakie z tego powodu jest moim udziałem. Panie, dziękuję Ci, że posłałeś mi na pomoc moją koleżankę z Nieba, Helenkę. Do dzisiaj każdego dnia modlę się o coraz mocniejszą relację z Bogiem i z każdym dniem się to coraz mocnej realizuje. Helenko, dziękuję! Helenko, pomagaj mi cały czas!

Barbara z Warszawy