Trzeba czynem wcielać w życie pamięć o kimś takim, jak Helena.

Od samego początku, kiedy usłyszałem o Helence i jej śmierci, pomyślałem sobie. Dużo się mówi, tyle się gada, trąbi na lewo i prawo. Niby dobrze, bo śmierć w imię wiary trzeba nagłaśniać, mówić o takich ludziach. Tylko, że mam wrażenie również, że tutaj trzeba więcej.

Dobrze, nawet powiem, bardzo dobrze się stało, że fundacja powstała. Od samego początku, kiedy usłyszałem o Helence i jej śmierci, pomyślałem sobie. Dużo się mówi, tyle się gada, trąbi na lewo i prawo. Niby dobrze, bo śmierć w imię wiary trzeba nagłaśniać, mówić o takich ludziach. Tylko, że mam wrażenie również, że tutaj trzeba więcej. Trzeba trwałego śladu, trzeba nie słowem, a czynem wcielać w życie pamięć o kimś takim, jak Helena.

Ona musi mieć naśladowców żywych, aktywnych, a nie takich, którzy potrafią tylko opowiadać i ewentualnie nacisnąć na spust migawki aparatu fotograficznego podczas jednego ze spotkań jej poświęconych. Mówi się przecież „mowa…woda…puste słowa”. Słowa często nie mają pokrycia w rzeczywistości, pozostają w sferze marzeń. A ja sobie tak myślę, że Helenka byłaby szczęśliwa, gdyby te jej zasługi były uwieńczone czymś więcej. Życie bowiem nie polega na tym, żeby być na rozkładówkach. Nie polega na tym, żeby lądować w błyskach fleszów, na czerwonych dywanach. Myślę, że najważniejsze w życiu to jest to, co człowiek nosi w sercu. Pamięć, modlitwa, chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Dużo się mówi o tym, że trzeba naśladować naszego Mistrza, Jezusa. Z tego, co ja wiem, Jezus nie był specjalnie „wylewnym” człowiekiem, jak to się określiłoby dziś. Była sprawa, On działał. Trzeba było uzdrowić, uzdrawiał. Trzeba było się modlić, to się modlił. Za to nigdy się nie złościł…no może raz jak rozpędził przekupniów ze świątyni. Słyszę głosy o przymiarce do beatyfikacji Heleny. Cudem będzie fakt, że to jej życie ruszy sumienie młodych ludzi. I da „kopa w tyłek” do działania. To chyba jedna z tych, która posłuchała papieża Franciszka z tym jego „zejściem z kanapy”. I właśnie trzeba wołać, trzeba wręcz krzyczeć, żeby świat „zszedł z kanapy”.

Michał z Bielska-Białej