Po raz pierwszy usłyszałam o Helenie w TV, kiedy media informowały o jej śmierci. Później o niej zapomniałam. Po latach (w 2022 r.) przypadkiem wpadłam na film „Helenka”. Nie obejrzałam go w całości. Zaczęłam od połowy. Przypomniałam sobie o tej dziewczynie. Po emisji Helena ciągle była w mojej głowie. Akurat miałam taką nieciekawą sytuację zawodową. Miałam nawet dobrą pracę. Jednak sprawy między pracownikami, a dyrekcją układały się po prostu źle. Wszyscy mieliśmy ochotę ewakuować się z tego „statku”. Wysyłałam CV, ale nic się nie działo. W końcu zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną, ale nic z tego nie wyszło, bo uprawnienia na to stanowisko miałam otrzymać dopiero za około miesiąc. Nic się nie dało przyspieszyć, mimo prób. Było mi przykro. Rozmyślałam o Helenie. Pomyślałam: „ Hela! Jeśli „tam” już jesteś weź mi pomóż!” Chyba na następny dzień (nie jestem tego pewna, ale chyba jakoś tak), otrzymałam telefon z tego samego miejsca, gdzie wcześniej starałam się o pracę, z jeszcze lepszą propozycją pracy, na innym stanowisku niż pierwotnie chciałam. Szok! W mojej sytuacji to było wybawienie. Prawie się popłakałam. Zostałam zaproszona na rozmowę i zerknęłam w kalendarz, żeby sprawdzić, kiedy to wypada. A zgodnie z kalendarzem w dzień mojej rozmowy kwalifikacyjnej imieniny obchodziły Heleny. Dostałam tą pracę, a nawet jeszcze kilka dodatkowych bonusów, o których nie będę się już tu rozpisywać. Ot taka moja historia. Ktoś tam u góry mi pomógł. Wiem to.
Ta strona korzysta z ciasteczek do prawidłowego działania serwisu. Klikając OK wyrażasz zgodę na stosowanie cookies statystycznych (od Google Analytics). Szczegóły dotyczące cookies znajdziesz w polityce prywatności.
Możesz zmienić swoją decyzję w dowolnym momencie klikają przycisk Zmiana decyzji