Księga pamięci

Dodaj wpis do Księgi pamięci

 
 
 
 
 
 
Pola oznaczone jako * są wymagane.
Twój adres E-mail nie zostanie upubliczniony. Zostanie dodany do bazy mailingowej.
Ze względów bezpieczeństwa zapisaliśmy adres IP: 3.227.235.216.
Zastrzegamy sobie prawo do redagowania, usuwania, lub nie publikowania wpisów.
19 wpisów.
Tomek z Nowa Sól napisał/a 18 marca 2021 o 23:27
Śp. Helenka jesteś w naszych sercach. W noc kiedy śp. Helenka odchodziła do domu Pana nasz syn się rodził i mimo że miał mieć 3600g urodził się 4270g po długiej i ciężkiej drodze idąc na ten świat siłami natury mojej kochanej żony. Po ciężkiej drodze i walce przyszedł na świat wymęczony i jakby smutny, nawet nie zapłakał, ale żyje i pielgrzymuje po tym świecie. Natomiast w tym samym czasie na innym kontynencie trwała walka o życie śp. Helenki, niestety zakończyła pielgrzymkę po tym świecie. Odeszła do domu Ojca naszego, który przygotował mieszkań wiele. W czwartą rocznicę kiedy śp. Helenka zasnęła, nasz syn skończył cztery latka można powiedzieć ŻYCIE za ŻYCIE ale tam się rozpoczyna ŻYCIE. Gdy nasz syn się modli prosi Pana Jezusa o dobre serce i żeby mógł dużo goli strzelać. Gdzie dwie lub trzy osoby gromadzą się w imieniu Jezusa Chrystusa Pana naszego tam jest kościół nasz. Droga+Prawda+Życie= JEZUS CHRYSTUS Pan i zbawca nasz. Amen.
Natalia z Warszawa napisał/a 3 stycznia 2021 o 15:03
To będzie jeszcze jedna część mojego wpisu, nie wiem czy to świadectwo-wpis pamiątkowy zostanie opublikowany, ale chciałabym jeszcze dodać kilka rzeczy. Pierwsza czytając umieszczone w księdze gości wypowiedzi dotyka jak wiele osób w identyczny sposób odbiera Helenę, nawet obcy... jak zwracają uwagę na te same elementy jej zachowania i wpływu na innych, na subtelność jej zachowania która zwyczajnie ją wyróżniała. Dodam, że dzięki Helenie przypomniałam sobie o pięknych oazowych pieśniach "Pan jest pasterzem moim"czy "Krzycz na część Pana" czy innych "Chwalę Ciebie Panie", "Ofiaruję Tobie Panie Mój" resztę mam zamiar niebawem poznać. A akcja ewangelizacyjna z 2012 roku który jeszcze niby był trochę łatwiejszym czasem dla Kościoła niż jest to obecnie, robi piorunujące wrażenie, jej śpiew po wysłuchaniu "Słuchaj Izraelu" dalej brzmi mi w głowie. To jest największy dowód dla mnie jej żywej wiary. Dzięki przejrzeniu tego czym zajmował się Wolontariat trafiłam na mnóstwo dobrego słowa i inspiracji do tego jakim być człowiekiem w codziennym życiu jak proste rzeczy mogą to zmienić - ufać Panu, medytować Pismo Święte, usmiechac się do ludzi i dla mnie to są kroki jakimi żyła Ona, naprawdę. To czasem ciężkie w codziennym życiu, gdy mamy pracę, stres, napięte relacje z bliskimi, wolimy być sami, zamknąć się w sobie. Uwierzcie, nie każdy nawet katolik został wyposażony w takie narzędzia, czasem ani nie mamy tej żywej wiary w rodzinie, ani nie trafiamy na dobrych katechetów, zaangażowanych księży, we wspólnotach też nie do końca chodzi o wiarę i sami stajemy się też w niej tacy rutynowi... To jest chyba główna nauka dla mnie żyć tym w co wierzę. Czasu nie cofnę, ale mam dzień dzisiejszy i mogę uczynić go lepszym. Poprawiając swoje postępowanie w pracy, ucząc się cierpliwość będąc otwarta na to co da mi Bóg, cieszy się tym, że jestem wierząca - chociażby słuchać pięknych pieśni czy nawet śpiewać. Młode dziewczyny dzięki Helenie dowiedzą, że wcale nie trzeba się stroić, aby zwracać na siebie uwagę i być odbieraną jaką piekna. Ta skromność w naszych czasach to coraz rzadsza cecha. Dodatkowo życie Helenki przypomniało mi inną odważną dziewczynę, która zmarła wiele lat temu na malarię zmarła także w podróży, Kingę Choszcz (Kinga Free Spirit), obie dziewczyny były bardzo odważne i niosły wiele dla świata, miały otwarte serce..ale to Helena byłaby postacią, którą chciałabym się inspirować, którą chciałabym znać będąc nastolatką. Mam nadzieje,że Helena będzie inspiracją dla nastolatków dużo większą niż popularni youtuberzy itd... że dzięki niej zarówno wspólnoty, jak i pojedyncze osoby dostaną światło do działania.
Natalia z Warszawa napisał/a 3 stycznia 2021 o 14:34
Jestem w trakcie trzeciego dnia rekolekcji Oddanie 33 zawierzających się NMP, rekolekcje otwierają na wiele łask, w tym czasie mogą do nas trafiać różne znaki, możemy poznawać nowe osoby. W dobie pandemii nie ma na to takiej sposobności jak wcześniej, jednak to właśnie teraz jakimś zrządzeniem losu na kanale youtube trafiłam na filmiki wspominające śp. Helenę Kmieć. O fakcie jej śmierci w 2017 roku już słyszałam w telewizji, ale wówczas nie zagłębiałam się za bardzo w to wydarzenie. Odbieram ten fakt jako takie osobiste skierowanie do mnie przesłania o życiu prowadzącym do świętości o zastanowieniu się nad tym jak to wygląda u mnie. Mam w tym roku 34 lata, więc jestem dużo starsza od Heleny. Wydaje mi się, że sporo w życiu już widziałam, poznałam różne typy ludzi, jest oczywiście bardzo duże grono bardzo utalentowanych osób, z miłą powierzchownością, wychowanych w dobrej rodzinie, którze także jak Helena aktywnie uczestniczą w życiu swoich społeczności. To co mi się wydaje, że jest niezwykłe w jej osobie i to co faktycznie przyciąga i zjednuje ludzi, to autentyczność postępowania, umiejętność trochę jak Pan Jezus bycia we właściwym miejscu o właściwej porze. Zastanawiałam się jak to po ludzku możliwe,że na każdym zdjęciu ta dziewczyna miała pogodne oblicze, albo była zamyślona, albo uśmiechnięta, albo zaangażowana całą sobą, to naprawde niezwykłe, bo nie da się zauważyć u niej cienia zniecierpliwienia, zdenerowania, znudzenia, aż nie chce się wierzyć, że zawsze trafiała na samych miłych ludzi, czy wszystko szło jej jak z płatka, nie była zmęczona. Nie znam Heleny, ale zakładam,że będąc człowiekiem miała takie chwile, widać to choćby po nagraniach dziecięcych, gdzie zdażyło jej się uronić łęzkę, jednak miała taką pobożną naturę...naprawdę niezwykłą. Czasem ta pobożność, którą obserwowałam w jakiś wspólnotach zniechęcała mnie niżeli zachęcała, wydawała mi się oderwana od rzeczywistości. W przypadku Heleny nie dziwie się wcale, że jej niby zwykłe życie tak bardzo pociąga młodych,bo staje się w dzisiejszych czasach jakże ważną receptą na to jak być dobrym chrześcijaninem jak w swoim codziennym życiu się zachowywać, pokazywała że warto być uśmiechniętym, ufać Panu Bogu, być w tym otwartym na innych, z tego co mówiły świadectwa jej bliskich, nie tylko wiele dostawała od losu - właściwa wspólnota, pobożna Rodzina, talenty, ale także dużo z siebie dawała, wychodziła z inicjatywą, wydaje mi się, że jej cierpliwość była cnotą nad którą świadomie pracowała. Tak samo jak chociażby rzecz prosta a jakże rzadko praktykowana - postanowienia. Przy tym, że postanowiła odmawiać sobie słodyczy poza niedzielna i świętami, nawet jeśli to nie jest jakiś oryginalny pomysł wydaje się dla zwykłego człowieka powodem, dla którego jest mi zwyczajnie głupio, że nigdy sama na takie podejście nie wpadłam. Jestem pewna,że Helena była człowiekiem, który szukając miejsca na wakacje, najpierw sprawdzałby czy gdzieś blisko jest jakaś kaplica, dzień zaczynał śpiewem czy modlitwą, rozdawał uśmiechy obcym i bliskim, nie chował urazy. Bardzo byłam pod wrażeniem też wspólnoty w której poza "górnolotnymi" ewangelizacjami za granicą hasłem przewodnim było, że to samo można robić w swoim najbliższym otoczeniu, wcale nie trzeba wyjeżdżać na inny kontynent. Ewengelizacja w Europie, a nawet w Polsce to parodoksalnie temat, który jest jeszcze trudniejszy niż gdziekolwiek indziej. Bardzo mi żal jej rodziców, widać ból po stracie jednej z ukochanych córek,widać to także w miłości jej starszej siostry. Ale trzeba przyznać,że Helena naprawdę dotyka, mogłoby jej wielu ludzi po prostu po ludzku zazdrości, że przecież tylu ludzi umiera, a nie każdy jest traktowany przez innych jak Anioł, nie każda osoba ma fundacje, nie każdy zwraca na siebie uwagę swoim życiem, nie zjednuje tylu ludzi... nie otrzymuje orderów, nie są nazywane ulice jego imieniem, wydawane płyty i książki... jednak tutaj Helena wzbudza taką sympatię że zamiast zazdrościć jej tego, człowiek sam zastanawia się jak zrobić się w swoim normalnym życiu chociaż trochę lepszym, tzn. mniej niecierpliwym, bardziej otwartym na żywą obecność Boga, odważnym w wyznawaniu wiary i zwyczajnie radosnym. Nie ukrywam, że zastanawiałam się, czy przecież ten co nie przeszedł choroby, nie urodził się w niewierzącej rodzinie, nie wychował w sierocińcu, nie jest najurodziwszy, nie ma tylu talentów mógłby być tak postrzegany jak Helena, może jej po prostu było łatwiej, tyle dostała od Boga, ale nawet jeśli dostała więcej niż inni to tego nie zmarnowała. A każdy ma chyba swoją drogę do świętości. Ja nigdy nie chciałabym jechać na Misję, ale życie Heleny bardzo mnie inspiruje w codzienności,tego jak żyć aby podobać się Bogu i aby ludzie niejako tak bardzo chcieli innym pokazać, że się było. Powiem też,że to niezwykłe że pogrzeb Heleny nie różnił się wiele np od pogrzebu Jana Olszewskiego,a wręcz pociągnął rzesze ludzi za sobą... to jest naprawde fenomen. Ludzie chcą i wierzą, że Helena jest Święta, tak jak Święty jest wciąż błogosławiony Kardynał Stefan Wyszyński, dwie absolutnie nieprównywalne do siebie życiorsy. Dodatkowo ja mialam niekiedy przekonanie, ze wspolnoty katolickie sa takim zamknietymi tworami, ktore zyja nieco w oderwaniu od rzeczywistosci, ludzie pokazuja swoja wiare w miejscu gdzie sa inni tacy jak oni, a co w momencie gdy mamy do czynienia ze strajkami, gdzie taka mlodziez jest. A jednak oboje święci. I może Bóg wie,że ludzie pragną mieć odpowiedź jakimi być. Ze Bóg wszystko robi w wolności. Nikt nikogo nie nawraca na siłe, ale ewangelizacja polega na tym aby pokazywać,że jestesmy szczesliwi wierzac i zyjac tą wiarą. Nie walką czy krucjatą, propagandą czy odpowiedzią na ataki. W tym pogubionym świecie. Mamy przykład jak powinna wyglądać rodzina, że rodzice od małego uczą dzieci pacierza i miłości do Boga, że takie rzeczy się wynosi z domu, że wazne jest dla młodych środowisko w jakim wzrasta, uwrażliwienie się na cierpienie innych, którzy mają gorzej, że talenty które dostajemy od Boga powinniśmy się nim dzielić z innymi, że powinniśmy dbać o relacje i okazywać innym że ich cenimy tak jak to umiemy najlepiej,że warto odważnie żyć i żyć z jakimś takim planem na siebie. Szczerze dziękuję,że są osoby, które tyle pracy włożyły w opowiedzenie o Helenie, że dzielą się nią, nie są 'zazdrosni' o kogos kto żył koło nich, bo dzieki temu postronne osoby mogą dostać od Pana Boga wiadomość,że dobrze wierzyć w Boga.
Barbara z Warszawa napisał/a 30 listopada 2020 o 18:36
Jako wyraz wdzięczności ś.p. Helenie Kmieć, chciałabym się podzielić swoim świadectwem. Zacznę od tego, że jestem z jej rocznika i gdy poznałam ją z mediów (już po jej śmierci), to od razu wydała mi się bardzo bliska i pomyślałam, że to po prostu moja koleżanka. Moja przygoda z nią zaczęła się tak: na początku stycznia 2020 r. oglądałam wieczorem telewizję i przypadkowo natrafiłam na reportaż „Helenka”. Prawdopodobnie bezmyślnie przerzuciłabym na inny kanał, ale coś mnie tam zatrzymało... Nie mogłam się oderwać od tego filmu. Było to wtedy niezwykłe, gdyż w tamtym czasie nic mnie nie cieszyło, znajdowałam się w opłakanym stanie psychicznym i duchowym z powodu bardzo trudnej sytuacji osobistej, a do tego pracowałam w bezdusznej korporacji. Poczułam jednak, podczas oglądania tego reportażu, od dawna nie doświadczane „ciepło” Boga... I wtedy zdałam sobie sprawę, że właśnie do takiego życia tęskni moja dusza... Następnego dnia poszłam jak gdyby nigdy nic do pracy i znów dzień jak co dzień ciężki i przygnębiający. I tak przez parę dni. Na kilka dni przed końcem stycznia 2020 wywołałam bardzo nieprzyjemną sytuację w rozmowie z chłopakiem i to pogrążyło mnie w straszliwym przygnębieniu i dołowaniu siebie tak, że dosłownie nie wiedziałam co mam robić i myślałam, że moje życie będzie samą rozpaczą do końca życia. To było straszne. Tej nocy nie mogłam spać, ponieważ dręczyły mnie myśli, że na własne życzenie zniszczyłam sobie życie, nie wiedziałam jak będę dalej żyła w pustce, tak przerażającej jak czarna dziura... W pewnym momencie przyszła do mnie taka myśl: weź się w garść i nie rozpaczaj. Miałam przeświadczenie, że to Helenka Kmieć zesłała mi tę myśl, w jakiś sposób czułam jej inspirację. Myśl ta mówiła: wykonaj w najbliższym czasie dwa zadania - poproś o pomoc (w pewnej palącej sprawie) i idź się wyspowiadaj. Dodam, że u spowiedzi nie byłam w od paru lat, a naprawdę dobrej spowiedzi, nie odbyłam chyba nigdy, na tamten moment. Nie uwierzycie jak szczęśliwa w jednej chwili się stałam, tylko dzięki tej myśli! Natychmiast się uspokoiłam i postanowiłam wykonać te dwa zadania. Spokojnie zasnęłam. Następnego dnia zaczęłam wertować internet pod kątem Heleny Kmieć. Jakież było moje zdumienie, gdy zorientowałam się, że właśnie miniony dzień (24.01.2020) był trzecią rocznicą śmierci Helenki... nie mogłam uwierzyć, że tym razem, już obiektywne okoliczności wskazują na interwencję w moim życiu osoby przebywającej w Niebie. Nie mogłam się nacieszyć tym, że Pan Bóg jednak o mnie nie zapomniał i że przez swoją świętą, jak wierzę, dał mi tak jasny znak do zmiany swojego życia! Panie Boże, dziękuję Ci z całego serca! Przez najbliższy miesiąc codziennie po pracy chodziłam na adorację Najświętszego Sakramentu, żeby prosić Boga o odwagę na wykonanie pierwszego zadania. W końcu nadszedł ten dzień realizacji zadania... W prawdzie w wielkich bólach, ale poprosiłam o pomoc w trudnej sprawie pewną osobę. Ta osoba przyjęła mnie z wielką otwartością i zapewniła, że mi pomoże. I tak do dzisiaj pomaga mi wychodzić z sytuacji, która coraz bardziej się prostuje. Nadszedł czas na drugie zadanie, spowiedź. W tej intencji także chodziłam na adorację Najświętszego Sakramentu. I tu też Pan Bóg nie zawiódł. W Wielki Czwartek 2020 podeszłam do konfesjonału i moje grzechy zostały mi odpuszczone... Nie potrafię opisać szczęścia jakie z tego powodu jest moim udziałem. Panie, dziękuję Ci, że posłałeś mi na pomoc moją koleżankę z Nieba, Helenkę. Do dzisiaj każdego dnia modlę się o coraz mocniejszą relację z Bogiem i z każdym dniem się to coraz mocnej realizuje. Helenko, dziękuję! Helenko, pomagaj mi cały czas!
Anna z Bielsko-Biała napisał/a 14 listopada 2020 o 18:21
Szczęść Boże, Chciałam się podzielić krótkim świadectwem. Jakiś czas temu miałam bardzo interesujące przeżycie duchowe, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, a które utwierdziło mnie w tym, że naprawdę możemy doznać obcowania świętych. Otóż któregoś dnia, w jednej chwili poczułam niesamowita bliskość śp. Helenki, miałam wrażenie, że siedzi obok mnie i chce mi towarzyszyć, odczytałam to jako Boża łaskę i gorąco się modliłam za śp. Helenę, ufając że jest już w Niebieskiej Ojczyźnie i jest szczęśliwa. Czasem wracam modlitwą do Helenki, bo dzięki tamtemu przeżyciu czuję z Nią jakaś duchową więź i gorąco wierzę, że kiedyś się spotkamy, po drugiej Stronie. Wszystkim życzę łaski odczuwania bliskości Świętych w naszym życiu doczesnym, to wielki dar i siła dla nas jeszcze tu pielgrzymujących. Z Panem Bogiem. Anna.
Dorota z Sokolniki Las napisał/a 12 października 2020 o 12:53
Będąc w wieku Helenki bardzo lubiłam śpiewać, ale nie dlatego aby odnosić sukcesy, po prostu śpiewać - to taka franciszkańska radość . Nigdy jednak nie miałam odwagi, aby śpiewać w kościele sama. Dlatego każda ulubiona pieśń czy piosenka wybrzmiewała we mnie, albo w zaciszu domowym. Któregoś dnia usłyszałam jak Helenka śpiewa na dworcu kolejowym ,, Słuchaj Izraelu, Pan jest naszym Bogiem....’’ to było piękne ewangelizacyjne świadectwo, bardzo byłam poruszona. Pomyślałam, że też tak chcę. Zadziwiające, wkrótce potem ks. proboszcz poprosił bym poprowadziła śpiew podczas liturgii w naszym kościele. Pomyślałam o Helence, poprosiłam Ducha Świętego o pomoc. Zaśpiewałam Psalm i inne pieśni intonując je dla wszystkich. Jestem pewna, że odwagi dodała mi Helenka. Mam 57 lat, z radością śpiewam Panu.
Anna z Stekla napisał/a 11 października 2020 o 12:21
Droga Helenko, dziękuję za Ci za opiekę nad naszą córeczką Helenką ur. 6 sierpnia 2019r., która dostała imię na Twoją cześć. Tak, jak podczas ciąży, w której dziecko było zagrożone wysokim ryzykiem zespołu Downa (jest zdrowa), tak i teraz w wielu sytuacjach czuję Twoją opiekę nad Helenką i nad nami.
Klara z Wrocław napisał/a 10 października 2020 o 15:55
Cytat Helenki, który stał się dla mnie inspiracją w moim codziennym życiu. Helenko, jesteś dla mnie osobą którą mogę wzorować się każdego dnia! "Nie znam katechizmowej definicji misji, ale jeśli mogę mieć swoją własną to powiedziałabym, że jest to „niesienie Boga innym ludziom”. A Bóg jest Miłością. Dlatego, żeby być misjonarzem, nie trzeba lecieć na inny kontynent, do ludzi, którzy nigdy nie słyszeli o Chrystusie, bo miłość można i trzeba nieść wszędzie, tak do Afryki, jak i do sąsiada z ulicy."
Paweł Kunowski z Krosno Odrzańskie napisał/a 7 lutego 2020 o 17:57
Kochana Helenko. Jesteś mi bliska ,mimo, że nie znałem Ciebie tak dobrze jak twoi przyjaciele, byłaś człowiekiem żyjącym na 100% , a jednocześnie będącym jedną nogą w niebie. Jestem moim wzorem i inspiracją. Świeć nam Helenko na niebie, oświecaj mi drogi, z których zboczę bo jesteśmy zbyt grzeszny, słabi, zbyt zaganiani za sprawami doczesnymi ... Dziękuję Ci za wszytko co robiłaś dla ludzi na ziemi. nigdy Ciebie nie zapomnę Helenko . Do zobaczenia w niebie.
Ewa z Pabianice napisał/a 1 lipca 2019 o 18:13
Helenka Kmieć którą poznałam tak jak większość osób po jej tragicznej śmierci stała mi się bardzo bliska. Przeczytałam wszystkie książki, które przedstawiają wspomnienia o Helenie. Często proszę Ją o wstawiennictwo u Boga. Polecam jej wiele moich spraw osobistych, chociaż nie jest jeszcze osobą błogoslawioną rozmawiam z nią, proszę o pomoc, ponieważ głęboko wierzę, że jest w Niebie. Moim marzeniem jest móc pojechać do rodzinnej miejscowości Heleny, pomodlić się w jej rodzinnej parafii i odwiedzić grób. Niestety nie mam prawa jazdy i nie mam z kim zabrać się a sama nie mam odwagi. Gdyby znalazła się chętna osoba z okolic Łodzi, która zechciałaby wybrać się w podróż na grób Helenki to byłabym bardzo szczęśliwa.
Arek z Słupsk napisał/a 8 kwietnia 2019 o 00:35
Ostatnio „przypadkiem” oglądaliśmy wspólnie z żona film o Helenie. Dotknęło nas to jak wiele mieliśmy z nią wspólnego jak podobnie toczyły się nasze misyjne drogi. Moja żona podobnie jak Helena była na misjach w Zambii niedaleko Lusaki jako studentka medycyny pracowała w Hospicjum dla chorych na HIV i AIDS prowadzonym przez siostry Boromeuszki. Potem już jako małżeństwo wspólnie pojechaliśmy na misje do Ameryki Płd. dokładniej do Paragwaju by tam pracować z dziećmi ulicy w Centrum Misyjnym sióstr Misjonarek Klaretynek w Caaguazu... 02.04.2019 urodziło się nasze drugie dziecko - córka któremu daliśmy na imię Helena bo mamy ufność, że nasza córka będzie miała w Niebie swoją opiekunkę która podobnie jak jej rodzice ukochała misje. Nam udało się cało i zdrowo wrócić do domu. Ale Helena zapłaciła najwyższa cenę w służbie drugiemu człowiekowi. Mamy nadzieje, że nasza córka będzie tak samo dobrym człowiekiem jak jej „patronka” Helena Kmieć.
Ela z Lublin napisał/a 26 marca 2019 o 22:24
Kochana Helenko . W 1996 roku przyjęłam bierzmowanie. Coś mi wtedy wewnętrznie podpowiadało, abym przyjęła imię Helena. Koleżanki z klasy śmiały się, nie rozumiały jak mogę wybierać takie imię, a ja czułam, że to musi być właśnie to imię. Jesteś mi bliska ,mimo że Cię nie znałam. Byłaś człowiekiem żyjącym na 100% , a jednocześnie będącym jedną nogą w niebie. Jestem moim wzorem i inspiracją. Świeć nam Helenko na niebie, oświecaj nam drogi, z których zbaczamy bo jesteśmy zbyt grzeszny, słabi, zbyt zaganiani za sprawami doczesnymi ... Dziękuję Ci za wszytko co robiłaś dla ludzi na ziemi. Kochamy Cię Helenko.
Magdalena z Otyń napisał/a 8 listopada 2018 o 23:09
Jestem szczęśliwą żoną i mamą piątki dzieci. Śmierć Helenki (chociaż jej wcale nie znałam) bardzo mnie poruszyła. Nie mogłam nad tym przejść do codzienności. Zaczęłam czytać o niej, szukać filmów. Im więcej tego było tym pewność, że Helenka to ukochane Dziecko Boże była mocniejsza. Kwestią czasu tylko jest- wierzę w to- potwierdzenie przez Kościół jej świętości. Niepostrzeżenie pamięć o Helence zaczęła mi towarzyszyć na co dzień. Zaczęłam ją prosić o wstawiennictwo w różnych sprawach. Wierzę, że to za jej sprawą moje życie zaczęło nabierać innego wymiaru. Pojawiły się nowe siły do tego by jeszcze bardziej służyć swojej rodzinie. Ale również dziwny splot wydarzeń pozwolił zaangażować mi się razem z mężem w coś więcej dla Kościoła. Mimo pracy zawodowej i piątki maluchów udało nam się wygospodarować czas na studium poradnictwa rodzinnego, pomoc w naukach przed chrztem i kursach dla narzeczonych. Doba się wydłużyła, serce się poszerzyło, rodzina nie ucierpiała. To co dotąd zdawało się niemożliwe- teraz jest możliwe. A to wszystko za sprawą przykładu życia tej dzielnej, młodej, uśmiechniętej dziewczyny. "Miłość Chrystusa przynagla nas" myślę sobie gdy na Ciebie patrzę Helenko i dziękuję Ci za Twoje świadectwo życia i wiary. Do zobaczenia.
Przemek z Szczecin napisał/a 22 kwietnia 2018 o 02:00
O Helence usłyszałem po raz pierwszy wtedy, gdy w mediach pojawiła się informacja o jej śmierci. Od tamtej pory jest dla mnie autorytetem, przykładem jak być pięknym darem z siebie dla Boga i ludzi. To, co robiła, było po prostu prawdziwe. Nie tylko śpiewała, że Pan jest jedynym Bogiem. Potwierdzała to każdego dnia, przygarniając z otwartymi rękami każdego człowieka. Dla niektórych osób jej ręce były z pewnością jedynymi, w których mogły doświadczyć prztulenia przez miłosiernego Jezusa. Myślę na przykład o dzieciach dorastających na ulicy Lusaki w Zambii. Świadectwo, jakim jest dla mnie osoba Helenki, pomaga mi otwierać się na innych ludzi. Kiedy upadam, doświadczam słabości i pokusy zwątpienia, myślę wtedy o Helence. Mam nawet wydrukowane jej zdjęcie. Ona motywuje mnie, żebym nie upadał na duchu, bo moim celem jest świętość. Pobudza też moje pragnienia ku temu, by pięknie i w pełni przeżyć swoje życie. Kiedy patrzę na jej fotografie, słucham świadectw o jej życiu, bardziej wierzę w to, że warto przyjaźnić się z Chrystusem. Widzę w jej przykładzie właśnie to, że relacja z Bogiem da mi: szczęście, życie pełne pasji, otwartości na innych, że także mnie Pan zaprasza do wielkich rzeczy. Również moje życie może być przygodą, pójściem w nieznane miejsca, z ogniem miłości, który zapala w sercu Duch Święty. Często proszę Helenkę o wstawiennictwo w różnych sutuacjach. Zawsze wtedy przychodzi mi jasna myśl i odczuwam, że ona przy mnie jest i mnie wspiera. Zdania wypowiadane przez Helenkę: "Moim celem długoterminowym jest świętość", "Chcę być bardziej dla innych", "Dziękuję Bogu za to, że mnie tak cudownie stworzył", "Wiem, kto na mnie czeka po drugiej stronie i chcę tak żyć, by zasłużyć, żeby to było piękne spotkanie", "Najpiękniejszą śmiercią jest umrzeć służąc Bogu", "Kiedy jestem blisko Boga, nie odczuwam lęku" i inne dodają mi otuchy i motywują do działania. Wreszcie śmierć Helenki dla Miłości wskazuje mi na to, że warto zaryzykować, być odważnym. Piękno życia i śmierci Helenki pociąga wielu. Jej krew, która znalazła się na Piśmie Świętym, które codziennie czytała stawia mnie wobec pytania, jaką walkę ja podejmuję, aby słowo Boże wcielać w swoje życie. Helena podjęła ryzyko i ostatecznie oddała swe życie, aby ogarnąć miłością, dać swój piękny uśmiech dzieciom, które nigdy miłości nie doświadczyły. Dziękuję Helenko za wspaniałe świadectwo Twojego życia i śmierci! Wstawiaj się za mną, byśmy mogli spotkać się w niebie!
Anna napisał/a 18 kwietnia 2018 o 10:02
Chciałabym się podzielić moim doświadczeniem modlitwy za wstawiennictwem śp. Helenki Kmieć, która, wierzę w to, pomogła mi w moich problemach zdrowotnych. Za to chwała Panu!
Magdalena z Wrocław napisał/a 18 marca 2018 o 22:23
Bardzo Panu Bogu dziękuję za Helenkę i że mimo, że jej nie znałam za życia na ziemi to było mi dane ją poznać po jej tragicznej śmierci. Szczególnie też dziękuję tym wszystkim przyjaciołom, bliskim, którzy dzielą się świadectwem życia, dobroci i wiary Helenki. Co się zmieniło w moim życiu od kiedy usłyszałam jej historię i historie opowiadane o niej? Na prawdę bardzo dużo. Zaczęłam bardziej doceniać i kochać moich bliskich. Zobaczyłam, jak często próbowałam budować relację z Panem Bogiem, oddalając się przy tym od innych ludzi, co jest przecież niemożliwe. Zaczęłam uczyć się grać na gitarze. Było to kiedyś moim pragnieniem i Helenka mnie do tego bardzo zmotywowała. W ogóle Helence odnalazłam bardzo wiele marzeń, które miałam od dawna, ale je zakopywałam i nie realizowałam. Stała się dla mnie bardzo bliska :)! Jeszcze raz dzięki za Wasze świadectwa, wywiady. Wiem, że nie jest łatwo mówić o tak bliskiej osobie, która niedawno odeszła do Nieba, bo tęsknota po ludzku jest. Jesteście na prawdę super i wiele też się od Was (przyjaciół, bliskich) Helenki nauczyłam i też staliście mi się bliscy. To, że stała tak dobrą i pełną Miłości osobą zawdzięczała na pewno środowisku, w którym żyła, przeżywała swoją codzienność, czyli Wam :)! Dzięki, że jesteście i podajecie dobro dalej. Tobie Helenko też dzięki, że jesteś 🙂 I do zobaczenia w Niebie 🙂 🙂 !
Michał z Bielsko-Biała napisał/a 5 lutego 2018 o 20:02
Witam serdecznie i przesyłam do Was serdeczne pozdrowienia! Muszę to powiedzieć, bo sprawa mi leży na sercu. Dobrze, nawet powiem, bardzo dobrze się stało, że fundacja powstała. Od samego początku, kiedy usłyszałem o Helence i jej śmierci, pomyślałem sobie. Dużo się mówi, tyle się gada, trąbi na lewo i prawo. Niby dobrze, bo śmierć w imię wiary trzeba nagłaśniać, mówić o takich ludziach. Tylko, że mam wrażenie również, że tutaj trzeba więcej. Trzeba trwałego śladu, trzeba nie słowem, a czynem wcielać w życie pamięć o kimś takim, jak Helena. Ona musi mieć naśladowców żywych, aktywnych, a nie takich, którzy potrafią tylko opowiadać i ewentualnie nacisnąć na spust migawki aparatu fotograficznego podczas jednego ze spotkań jej poświęconych. Mówi się przecież „mowa...woda...puste słowa". Słowa często nie mają pokrycia w rzeczywistości, pozostają w sferze marzeń. A ja sobie tak myślę, że Helenka byłaby szczęśliwa, gdyby te jej zasługi były uwieńczone czymś więcej. Życie bowiem nie polega na tym, żeby być na rozkładówkach. Nie polega na tym, żeby lądować w błyskach fleszów, na czerwonych dywanach. Myślę, że najważniejsze w życiu to jest to, co człowiek nosi w sercu. Pamięć, modlitwa, chęć pomocy drugiemu człowiekowi. Dużo się mówi o tym, że trzeba naśladować naszego Mistrza, Jezusa. Z tego, co ja wiem, Jezus nie był specjalnie „wylewnym" człowiekiem, jak to się określiłoby dziś. Była sprawa, On działał. Trzeba było uzdrowić, uzdrawiał. Trzeba było się modlić, to się modlił. Za to nigdy się nie złościł...no może raz jak rozpędził przekupniów ze świątyni. Słyszę głosy o przymiarce do beatyfikacji Heleny. Cudem będzie fakt, że to jej życie ruszy sumienie młodych ludzi. I da „kopa w tyłek" do działania. To chyba jedna z tych, która posłuchała papieża Franciszka z tym jego „zejściem z kanapy". I właśnie trzeba wołać, trzeba wręcz krzyczeć, żeby świat „zszedł z kanapy". Pozdrawiam
Iza z Warszawa napisał/a 3 lutego 2018 o 06:55
Helenka zachwyca swoją miłością do drugiego człowieka. Widać to w jej czynach. To dobro widać nawet w jej twarzy,w tym jak wygląda,zachowuje. Dzięki Ci Panie za Helenkę. Do zobaczenia Helenko.
Anna z Kraków napisał/a 1 lutego 2018 o 14:43
Helena sprawiła, że zaczęłam częściej spoglądać na drugiego człowieka i być dla innych. Dziękuję Ci Helenko!

Fundacja na Facebooku

Facebook Pagelike Widget

Wolontariat na Facebooku

Facebook Pagelike Widget